niedziela, 6 stycznia 2013

Kamera wróciła

Czyli ogólnie mówiąc, powinienem być zadowolony, bo kamera działa dobrze.

Żadnych ali do samej kamery nie mam, ale w sumie muszę powiedzieć, że kamień mi spadł z serca. W pewnym momencie, kiedy proces naprawy się toczył, opanowywały mnie wątpliwości, czy aby na pewno dobrze robię, pokładając zaufanie w firmowym serwisie, gdy jedyne, co o nim wiem, to to, że marka jest znana.

Zaczęło się od tego, że 8 dni po wysłaniu kamery przez kuriera przysłanego przez firmę serwisową nie miałem żadnej informacji, co się dzieje ze sprzętem. Zadzwoniłem do infolinii, od której zacząłem naprawę. Infolinia odesłała mnie do właściwego serwisu, podając numer telefonu i numer zlecenia. Do serwisu nie dodzwoniłem się ("skrzynka jest pełna"), ale znalazłem jego stronę www i "status nieznany" po podaniu numeru zlecenia. Odczekałem jeden dzień, do serwisu się dalej nie dało dodzwonić, więc zadzwoniłem na drugi numer, tym razem ze strony www i o dziwo, dodzwoniłem się. Po chwili nastąpiło drugie zdziwienie: "dobrze, że Pan dzwoni, tutaj mamy napisane - czekać na kontakt ze zleceniodawcą - bo przesyłka kurierska miała zupełnie nieczytelny opis". Tak, kurier rzeczywiście miał brzydkie pismo, ale nie był to chyba jego pierwszy raz w pracy, więc do tej pory z jego przesyłkami sobie radzono. Dalej, serwis podawał zupełnie inne warunki niż infolinia (miały być doliczane do naprawy poza przesyłką koszty ekspertyzy), dopiero po długich wyjaśnieniach udało mi się wrócić do tego, co miałem obiecane tydzień wcześniej.
Po dwóch dniach przyszedł mail, w którym pan z serwisu przedstawił mi orientacyjny kosztorys naprawy. Koszt naprawy - 300 zł, transport - 20,30 zł w jedną stronę. Pamiętałem tylko tyle, że infolinia koszty transportu proponowała mi inne - niższe. Akurat była sobota, więc z telefonem do infolinii musiałem poczekać. Tym razem rozmawiało mi się dużo trudniej niż poprzednim razem (sporo uników - "to oni serwisują, my to tylko tam wysyłamy, nie wiem, jakie oni naliczają koszty"), ale pani w końcu (po skonsultowaniu się z kierownictwem) potwierdziła poprzednią wersję kosztów wysyłki. Więc w mailu do serwisu napisałem, na jakie koszty się zgadzam - dalej poszło gładko, w kolejnym mailu, w którym proszono mnie o przelew, naliczono mi za transport o jakąś połowę mniej, niż to, co proponowano mi na początku (czyżby jako rekompensatę?).

Enyłej, kamera wróciła, naprawiona, a jako bonus dostałem prawie całe pudełko folii bąbelkowej, która tym razem jest zdatna do użycia - czyli strzela.

1 komentarz:

Monika Pujanek pisze...

Uwielbiam strzelającą folię :D Tak ot :) Po prostu :)